poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 17

Po 3 godzinach harówy jakoś ogarnęłyśmy ten cały bajzel i padłyśmy na kanapę ze zmęczenia.
- Ochh! Nie wyrabiam! Co wyście tu robili? - zapytała sapiąca Emily.
Zaśmiałam się.
- Na pewno nie to o czym teraz myślisz - odpowiedziałam łapiąc głęboki oddech, na co obie wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem.
- Która godzina? - zapytała Em.
- Nie wiem, chyba jakoś koło 19:00 może. Nie wiem... - rzekłam, kiedy nagle usłyszałyśmy dzwonek telefonu.
- Odbierz.
- Ale ja wcale nie mam takiego dzwonka - powiedziałam lekko przestraszona i obie jak oparzone wstałyśmy z kanapy. Z czystej ciekawości schyliłyśmy się pod kanapę, bo stamtąd właśnie dobiegał dźwięk.
- Któryś z chłopców musiał najwidoczniej zostawić telefon! - nagle zorientowałam się, czyj on może być.
Niewiele więcej myśląc spojrzałam na wyświetlacz czarnego IPhone'a i zobaczyłam 5 nieodebranych wiadomości. Ciekawa byłam od kogo one są.
- Otwórz je, nikt się nawet nie zorientuje, że były otwierane, jeśli je potem usuniesz. - zachęcała mnie Emily widząc moją ciekawość.
- Ale ja nie jestem pewna czy tak można. To byłoby chamskie!- próbowałam jakoś wybić sobie z głowy ten pomysł. I może nawet by mi się to udało, gdyby w pobliżu mnie nie było Em. A mianowicie, kiedy wyciągałam swój telefon by poinformować chłopaków o zgubie ona zabrała mi IPhone'a z ręki i je przeczytała. Ich treść obie nas bardzo zaskoczyła...
,,Hej Niall, może mnie nie pamiętasz, to tak dla przypomnienia powiem, że jestem tą, którą wczoraj pocałowałeś w Milkshake City. Spodobałeś mi się i chciałabym to powtórzyć ;* xxx''
,,Spotkaj się ze mną dzisiaj po południu w parku, bd czekać xxx''
,,Hej, pamiętasz mnie jeszcze? Bardzo mi ciebie tutaj brakuje :( Sisi''
i inne...
W tamtej chwili coś się we mnie przełamało. Próbowałam być twarda, ale ostatnie wydarzenia sprawiły, że nie potrafiłam.

- Kim do diabła jest ta Sisi? - nie ukrywałam swojego gniewu przed przyjaciółką, złość się we mnie zagotowała. Niby nie jesteśmy z Niall'em parą, ale ja go...chyba kocham. Teraz to sobie uświadomiłam. To już nie jest zauroczenie, pragnienie swojego idola czy zwykłe podobanie się, ja się chyba naprawdę zakochałam! Szkoda tylko, że w takich okolicznościach poznałam tę prawdę. Nie chciałam go za to znać.
- No chodź już się wypłacz. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - pocieszała mnie Em mocno mnie przytulając. Chyba wiedziała, że między nami coś iskrzy.
- Nie Em, muszę być silna. Nadszedł czas, bym przyzwyczaiła się do tego, że mam w życiu pecha. - i to powiedziawszy otarłam łzy gęsto spływające mi po policzku i postanowiłam - jak gdyby nigdy nic- napisać sms'a do chłopaków, że mam telefon Niall'a.
Musiałam być twarda.
,, No tak, przecież on jest gwiazdą, może mieć każdą'' - biłam się tymi myślami, ale wiedziałam jedno: dość się już nacierpiałam i więcej nie zamierzam do tego wracać. Alex i rodzice przyjeżdżają niedługo, nie mogę pokazać się im w takim stanie (...) !
Przyjaciółka została u mnie na noc, byłam jej za to wdzięczna. Naprawdę jej wtedy bardzo potrzebowałam...
_____________________________________________________________
Hej Wam!
Postanowiłam, że będę dodawać zdjęcia bohaterów lub jakieś inne obrazki, by nie było aż tak monotonnie ;p.
Przepraszam, że rozdział taki trochę krótki, ale obiecuję, że zrekompensuję to Wam następnymi, dłuższymi.
Myślę, że się podoba :)
Pzdr ;*

niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 16

Gdy chłopcy opuścili teraz już tak jakby MÓJ dom (ciocia na nikogo go nie przepisała, a obecnie tylko ja w nim przebywałam, więc...) nie wiem czemu, ale zaczęłam się śmiać sama do siebie.
,,Oni naprawdę to zrobili! 1D odwiedziło mnie z własnej woli! AAAA!!!!'' - wręcz skakałam ze szczęścia. Jednak szybko przestałam, bo przypomniałam sobie o Lucy. Nie wiem jak oni to robili, ale sprawiali, że o niej zapominałam i z powrotem stawałam się tą optymistyczną i wyluzowaną Jenny, którą byłam jeszcze 2 tygodnie temu.
Z mieszanymi uczuciami poszłam do salonu ogarnąć go trochę, bo chłopcom zachciało się bawić i chata wyglądała tak, jakby przeszło przez nią tornado, DOSŁOWNIE.
- No cóż, przynajmniej będę miała co robić - powiedziałam i włączyłam radio, by umilić sobie porządki. Akurat leciała piosenka Kelly Clarkson ,,Stronger''. Bardzo ją lubiłam, więc zaczęłam ją śpiewać razem z wokalistką i sprzątać w rytm muzyki.
- ,,What doesn't kill makes you stronger (...)'' - śpiewałam i nim się spostrzegłam, a już tańczyłam z odkurzaczem.
Zaczęłam się śmiać sama do siebie.
Nagle usłyszałam za sobą głośne chrząknięcie, gwałtownie się odwróciłam w celu zidentyfikowania takowego osobnika, którym okazała się... Emily.
- O hej, miło, że jesteś. - powiedziałam i posłałam jej uśmiech.
- Tak, też się cieszę na twój widok. Widzę, że niezła imprezka była.
- Co? Nie! Chłopcy z 1D do mnie wpadli i no wiesz... - odparłam i podeszłam do radia, by go ściszyć.
- Żartujesz! - Em najwyraźniej nie mogła w to uwierzyć.
- Nie! Nie żartuję - dodałam i po chwili obie skakałyśmy i piszczałyśmy ze szczęścia jak jakieś nawiedzone fanki.
- To ja tu przychodzę cię pocieszać po tym co się stało, a ty jak widać nieźle sobie radzisz!- powiedziała, gdy już się trochę uspokoiłyśmy.
- Taa, radzę sobie - rzekłam i nagle humor mi się zepsuł. Lucy - we śnie mówiła, bym zaczęła żyć normalnie, ale jednak mimo wszystko. Chciałam z powrotem zacząć żyć normalnie i udałoby mi się to nawet, gdyby nie to, że jednak śmierć bliskiej osoby to jednak śmierć jakby nie patrzeć, czyli żałoba, a w żałobie raczej nie wypada się wygłupiać i cieszyć, ale w sumie ja dalej jestem nastolatką i chcę się właśnie wygłupiać. Ugh, nie wiem już co o tym myśleć...
Emily przytuliła mnie mocno do siebie i powiedziała: wszystko będzie dobrze.
,, Oby'' - pomyślałam i łzy, jak na zawołanie, z powrotem zaczęły napływać mi do oczu. Próbowałam je powstrzymać, ale po 3 minutach już nie dałam rady.
- Jenn, tak nie można. Zbieram cię na lody a potem jakoś razem ogarniemy ten syf. Ok?
- Ok - odpowiedziałam wycierając łzy palcami.
- No chodź - powiedziała przyjaciółka i wyszłyśmy.
Wzięłam sobie lody stracciatella (ubóstawiam je - po prostu PYCHA), a Em truskawkowe. Na nowo porócił mi humor. Zaczęłam jej opowiadać o dzisiejszym ranku, na co ona już nie mogła i wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- No co? Każdemu może się zdarzyć! - próbowałam bronić jakoś swoją własną głupotę, ale po jakichś 2 minutach sama zaczęłam się z tego lać.
Gdy się już ogarnęłyśmy powolnym krokiem kierowałyśmy się w stronę mojego domu. Żadnej z nas nie chciało się sprzątać. Dla zmiany tematu opowiedziałam jej, że za (już) 2 dni mają przyjechać moi rodzice z Alex'em. Gdy o nim wspominałam widziałam iskierki w oczach Em. Chciało mi się z tego śmiać...
- A ładny jest? - pytała brunetka.
- Em, ogarnij się! Ślinisz się jak o nim mówię, że powoli zaczynam się ciebie bać! - powiedziałam i obie się zaśmiałyśmy.
- Och, Jenn. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym miec chłopaka... - rozmarzyła się i nagle temat zszedł na boy'ów.
______________________________________________________
Ok, to tyle na dziś. Myślę, że się podoba. Wszelkie uwagi i zastrzeżenia piszcie w komentach :)
Kocham was, jesteście świetne!!!
<3 ;*

Rozdział 15

Następnego dnia obudziłam się z podkrążonymi oczami, rozmazanym tuszem i lekko opuchniętą twarzą. Nie miałam na nic ochoty, a tym bardziej siły. Czułam się beznadziejnie.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia godziny, była 12:03, a oprócz tego jedna wiadomość od nieznajomego numeru. Z czystej ciekawości sprawdziłam, a brzmiała ona tak:
Hej, tu Niall. Mógłbym wpaść dzisiaj do ciebie z chłopakami? Martwimy się o ciebie
,,Skąd on ma mój numer?'' - jakoś nie przypominałam sobie, bym mu go dawała. No ale nie zastanawiając się nad tym dłużej szybko odpisałam mu:
No okej. Będę czekać
W odpowiedzi napisał, o której będą, nie miałam za wiele czasu, ale też byłam zmęczona, więc moje ruchy były powolne. Nie kontaktowałam jeszcze za bardzo, a w skutku tego zamiast pasty do zębów wzięłam maść na zaczerwienienia, zamiast perfumy popsikałam się suchym szamponem, ubrałam buty na odwrót i było jeszcze wiele, wiele innych takich wpadek, ale długo by wymieniać. W końcu jakoś doszłam do siebie i byłam w stanie się jakoś ,,normalnie'' ubrać i uczesać.
,,Uff'' - pomyślałam siadając na kanapie. Długo jednak sobie nie posiedziałam, bo chwilę później usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Chłopaki wchodźcie! - krzyknęłam, nie chciało mi się ruszać z miejsca, bo się akurat wygodnie rozsiadłam. Tak, tak - leniwa jestem.
Niall: Cześć, lepiej ci już?
Ja: No trochę, dzięki, że pytasz. - posłałam mu lekki uśmiech i przywitałam się z resztą zespołu - A wy chyba musicie się bardzo nudzić skoro chcieliście mnie odwiedzić.
Na te słowa chłopcy ryknęli śmiechem. Już wcześniej byli w dobrych humorach, ale teraz nie przestawali się śmiać.
,, O co im chodzi? Przecież to nie było śmieszne'' - pomyślałam i zrobiłam jedną z moich głupich min.
Harry: Nie no akurat dzisiaj mamy wolne a jak Niall opowiedział nam o twojej ciotce to postanowiliśmy wpaść cię pocieszyć.
Zayn: Martwimy się o ciebie.
Ja: Niepotrzebnie. Jakoś sobie radzę - wymusiłam na sobie uśmiech, ale musiał mi chyba wyjść dość sztucznie, bo chłopcy odpowiedzieli tylko ironiczne ,, taa jasne'' .
Ja: Siadajcie, co tak stoicie? - zapytałam widząc ich stojących i gapiących się na mnie. Poczułam się trochę niezręcznie.
Chłopcy posłusznie usiedli na kanapie a ja ich przeprosiłam na chwilę i poszłam do kuchni po kawę i ciastka.
Niall: Czekaj, pójdę z tobą - zasugerował blondyn, na co ja się zgodziłam. Czułam, że czegoś chce.
Gdy byliśmy już sami w kuchni blondyn złapał moją rękę i lekko przyciągnął do siebie.
Ja: Co robisz? - zapytałam nie wiedząc o co może mu chodzić.
Niall: Wiesz, no ja, bo ten, no... - zaczął się jąkać.
Ja: Niall?
Niall: Tak?
Ja: Spójrz mi w oczy i spokojnie powiedz czego chcesz. - powiedziałam, wydało mi się to takie zabawne i słodkie zarazem.
Nial: No bo no ja... ten no.. Czy ja ci się podobam? - dobra, spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego.
Teraz to ja zaczęłam się jąkać i rumienić.
- Co wy tu tak długo robicie? - nagle zupełnie niespodziewanie do kuchni wparował Harry z Lou. Byłam im za to wdzięczna, bo nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Oczywiście, że mi się podobał, ale nie byłam pewna jak zareaguje na moją odpowiedź.
Ja: Już mieliśmy wychodzić. Niall, bądź tak dobry i weź tamte filiżanki. - powiedziałam wymijająco i się odwróciłam, by chłopcy nie zauważyli mojej czerwonej już twarzy. Wzięłam pierwsze lepsze ciastka i razem z pozostałymi skierowałam się do salonu.
Liam i Zayn akurat zawzięcie o czymś rozmawiali, nie wiedziałam o czym, ale słysząc niektóre skrawki zdań to chodziło o jakąś dziewczynę. Zapewne Danniele.
Po trzech godzinach wszyscy poczuliśmy głód, więc postanowiliśmy zamówić pizzę. Niall raczej unikał mojego wzroku, ja też czułam się teraz trochę niekomfortowo, co jakiś czas przyłapywałam także jak Harry się na mnie patrzy, uśmiechałam się więc wtedy do niego, a ten robił to samo. Blondyn musiał to chyba zauważyć, bo nie odzywał się w ogóle do Harry'ego. Było mi miło, że mój ulubiony zespół z własnej woli poświęca mi swój czas.

piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział 14

- Nie! To nie może być prawda!!! - krzyczałam zakrywając dłońmi swoje zapłakane oczy. - Dlaczego akurat ona?! - darłam się w kółko. Patrząc na martwe, białe ciało mojej cioci nie wierzyłam, że to może być prawdą. Jej śmierć i zaginięcie. Starałam się myśleć o tym jak o złym śnie, koszmarze, który zaraz się skończy, ale to nie było takie łatwe, bo fakty były najlepszym dowodem na to, że to jest właśnie pieprzona rzeczywistość. - Czyli to jednak jest pańska ciocia. W takim razie musi jeszcze pani podpisać jeden papierek zatwierdzający i będzie pani wolna. Mam tylko nadzieję, że jest ktoś z panią, bo w takim stanie jakim jest pani teraz na pewno panią nie wypuszczę. - usłyszałam od policjanta i nie umiejąc ani nawet na moment zatrzymać łez pokiwałam tylko głową na tak. - Świetnie. A gdzie jest ta osoba? Lepiej żeby się panią zajęła, bo w takim stanie człowiek robi różne głupoty. - Ja tu się dowiaduję, że moja ciotka nie żyje, a pan mi tu teraz będzie mówił o głupotach?! - wykrzyczałam mu prosto w twarz i wybiegłam na korytarz. W tamtej chwili żałowałam, że w ogóle przyjechałam do tego Londynu.... *Z PERSPEKTYWY NIALL'A* Czekałem właśnie przed autem myśląc, jak okropnie musi się teraz czuć Jenny, kiedy zobaczyłem jak jeden policjant chodzi po parkingu, ewidentnie czegoś lub kogoś szukał. - Przepraszam, czy pan przyjechał z panną Jenny Laverence? - usłyszałem nagle. - Tak. A o co chodzi? - spytałem. Wydawało mi się to dziwne,że funkcjonariusz policji chodzi i mnie szuka po parkingu, no ale okej, poszedłem za nim na komisariat. Wchodząc przez drzwi czułem się trochę dziwnie, ale gdy tylko ujrzałem na korytarzu zapłakaną Jenn szybko do niej podbiegłem i przytuliłem. Nawet na mnie nie spojrzała. Domyślałem się, że musiało się stać coś strasznego, ale jeszcze nie wiedziałem co... *Z PERSPEKTYWY JENNY* Siedziałam tam i płakałam, aż nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Nie miałam siły spojrzeć kto to, ale domyśliłam się po zapachu, że to Niall. Po jakichś 5 min podszedł do nas komendant Owen z takowym papierkiem i wodą mówiąc, że to na uspokojenie. Wypiłam ją od razu ale nie poczułam większej ulgi. Podpisałam co trzeba było i razem z blondynem opuściliśmy budynek. Podwiózł mnie pod dom i już chciał wejść do środka, kiedy grzecznie mu podziękowałam i powiedziałam, że chcę zostać teraz sama. W końcu musiałam jeszcze o tym całym zdarzeniu poinformować rodziców i Alex'a, a ci pewnie by chcieli bym z powrotem wróciła do domu. Ja tego nie chciałam, w końcu wakacje to wakacje, co z tego, że mam żałobę, wolę ten czas spędzić tutaj SAMA niż tam z NIMI. Poza tym poznałam Emily i Luke'a. Oni na pewno nie zostawiliby mnie na pastwę losu, przynajmniej mam taką nadzieję. Wyciągnęłam czarnego samsunga z kieszeni, wyszukałam numer mamy i kliknęłam zieloną słuchawkę. Wiedziałam, że to będzie trudna rozmowa, ale tak czy siak musiałam ją odbyć, więc wolałam, by to stało się teraz. Rozmawiałam z nimi (najpierw z mamą a potem z tatą, nawet z Alex'em - martwił się o mnie), a oni - tak jak myślałam - chcieli mnie ściągnąć do siebie z powrotem. Namawiałam ich by nie i ostatecznie wyszło na to, że przyjadą tu całą trójką za 3 dni na pogrzeb i wtedy zobaczymy, co będzie dalej. Myślałam tak jeszcze o tym wszystkim i poczułam, że robię się śpiąca. Zasnęłam na kanapie. Śniła mi się Lucy, mówiła, że przeprasza, ale ta cała sytuacja ją przerosła i po prostu najzwyczajniej w świecie nie miała innego wyjścia. Kazała pozdrowić rodzinę i się nie martwić, a potem dodała, że teraz jest szczęśliwa. Obudziłam się... ,,Ciociu, ciociu, coś ty najlepszego narobiła?! '' - pomyślałam i karciłam się w myślach, że może jakbym była wtedy z nią, to do takiej katastrofy by nie doszło. Ponownie się rozpłakałam, ale teraz nie tylko ze smutku, rozpłakałam się także z bezradności, która mnie teraz ogarniała. -Co ja teraz zrobię? - powiedziałam i postanowiłam się przejść.

środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 13

Trochę bolały mnie jeszcze nogi, ale jak sam Niall powiedział: ,,muszę zostać na obserwacji'', a obserwacja nie jest już chyba przecież aż tak ważna, no nie? ,,Poradzę sobie jakoś'' - myślałam, musiałam, w końcu dalej sprawa o cioci Lucy pozostaje niewyjaśniona. Spojrzałam na zegarek, była 12:00. Niall uparł się, że mnie odwiezie pod dom, a potem na policję. No cóż, zgodziłam się. Blondyn miał się u mnie wstawić o 12:30. Czekałam na niego siedząc na łóżku szpitalnym i myśląc, czy dobrze robię. Może tak miało być? Może zniknięcie Lucy nie jest bezpodstawne? W końcu przecież nic nie dzieje się bez powodu... Te myśli nie dawały mi spokoju. - Hej piękna, gotowa? - usłyszałam nagle głos chłopaka. Nie powiem, miał cudny głos. Rozmarzyłam się... - Hmm...? - Co? - po chwili się ogarnęłam. - Gotowa? - Niall spokojnie powtórzył pytanie wlepiając we mnie te swoje piękne niebieskie oczyska. - Tak, tak jestem. Możemy już iść. - oznajmiłam i wyszliśmy ze szpitala. Gdy wsiadaliśmy do ciemnego auta blondyna zapanowała niezręczna cisza. Nie miałam ochoty teraz na żadne rozmowy, moje myśli zaprzątały mi teraz głowę, jak się zapewne łatwo domyślić - o Lucy. Chłopak chyba wyczuł, że coś się stało, bo od razu zapytał, czy wszystko dobrze. - Tak, jest po prostu wspaniale. Moje ,,niby'' wymarzone wakacje, a ciotka, z którą nie widziałam się od lat nagle gdzieś znika, nikt nie wie gdzie ona jest i w dodatku nie wiadomo co z nią, a ty się jeszcze pytasz, czy jest dobrze? Pomyśl chwilę! - dodałam oschle, poczułam jak łzy napływają mi do oczu. - Przepraszam, że spytałem - odpowiedział zmieszany blondyn. Widocznie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Popatrzyłam na niego przepraszająco, nie chciałam go zranić, ale nie rozumiałam też, czemu zadaje takie oczywiste pytania. Niall obrócił się w moją stronę i ciepło powiedział: - Spokojnie, nie gniewam się. Rozumiem, że się o nią martwisz... Odetchnęłam z ulgą. - ...tylko, nie rozumiem jednej rzeczy - dodał po chwili. - Jakiej? - zaciekawiło mnie jego rozumowanie. - No bo jaki ona mogła mieć motyw do zostawienia cię samej w całkiem nieznanym ci mieście. Przecież to chore. Chyba, że ona... - Nie, ona nie jest chora psychicznie jeśli o to ci chodzi - nie pozwoliłam mu dokończyć i obróciłam się w stronę szyby okna. - Nie to miałem na myśli... - nie dokończył swojej wypowiedzi, bo już byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu i szybkim krokiem udałam się na komisariat zostawiając chłopaka w tyle. Nie powiem, bolały mnie nogi, ale wolałam znosić ten ból i wiedzieć co się dzieje z moją rodziną, niż leżeć w szpitalu nic nie robiąc i udawać, że żadna taka sytuacja nie miała miejsca. Weszłam do środka, pewien miły policjant zaprosił mnie do środka gabinetu komendanta Owena. - Dzień dobry - powiedziałam. - Dzień dobry. - No i co z nią? Wiadomo już coś w tej sprawie? - Lepiej będzie jak pani siądzie, panno Laverence. Przeraziłam się na te słowa. Moje myśli snuły już najczarniejsze scenariusze tego, co mogłam za chwilę usłyszeć. - Chyba nie powie mi pan, że ona...że ciocia, że umarła...? - do oczu ponownie napływały mi łzy, nie chciałam, aby to była prawda. - Niestety...Znaleźliśmy pańską ciotkę dzisiaj w nocy na cmentarzu, obok nagrobka jej męża, martwą. Prawdopodobnie było to samobójstwo, ale dla pewności musimy przeprowadzić sekcję zwłok. A, i jeszcze musi pani potwierdzić, czy to ona, tak na wszelki wypadek. - powiedział policjant spuszczając głowę. Nie za miło jest mówić komuś, że ktoś mu zmarł. - Przykro nam... Rozpłakałam się na dobre. - Wam jest przykro? - zapytałam płacząc, a raczej wylewając fontannę łez. - Czy pan wie, jak to jest? Komendant nie odpowiedział, pokiwał tylko znacząco głową do drugiego mężczyzny policjanta, który na znak jego komendy wyprowadził mnie z gabinetu podając mi szklankę wody. Poczułam jak gdzieś mnie prowadzi. Po jakichś 5 min. doszliśmy do chłodni, policjant rozkazał coś innemu, a następnie wprowadził mnie do pomieszczenia, gdzie na metalowym blacie leżało czyjeś ciało przykryte czarną folią. - Da pani radę teraz, czy przestawić to na kiedy indziej? - zapytał nagle z troską policjant. Powycierałam całe czerwone już oczy od łez i pokiwałam głową na znak, że dam. ,,Dobra Jenny - opanuj się. Teraz jest ostatnia nadzieja, że może policjanci się pomylili i tu leży teraz ktoś inny. Może to wcale nie Lucy...'' - myślałam ciągle. Jakaś pani, która pracowała na tym wydziale powoli odsłaniała folię, aż w końcu okazało się, że... __________________________________________________________ Tego się chyba nie spodziewaliście, co? Jak myślicie, kto to mógł być? Swoje opinie piszcie w komentarzach :) Sorry, że tak bez enterów, ale coś mi się porobiło tutaj i nie wiem jak zrobić, by znowu było normalnie. Tak więc póki nie rozgryzę co jest problemem to obawiam się, że właśnie tak będą wyglądały następne posty :( Pzdr;*

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział 12

Obudziłam się w szpitalu, nie wiedziałam jak się tu znalazłam. Spojrzałam przed siebie i zauważyłam śpiącego obok mnie na krześle szpitalnym chłopaka.
- Niall? - zapytałam widząc otwierającego już oczy muzyka - Co ty tu robisz?
- Znalazłem cię przedwczoraj i ... (tu nie dokończył, bo mu przerwałam)
- Ale jak to ,,przedwczoraj''? - spytałam z niedowierzaniem.
- No tak to, przedwczoraj. Straciłaś dużo krwi, dlatego zemdlałaś. Trudno cię było w ogóle wybudzić, ale cieszę się, że jednak się obudziłaś. - posłał mi serdeczny uśmiech.
No tak, teraz zaczęłam sobie wszystko po kolei przypominać. Zniknięcie ciotki, pójście na policję i to załamanie nerwowe. Odruchowo popatrzyłam pod kołdrę na swoje nogi. Były całe w bandażach. Chciałam nimi poruszyć, ale nie mogłam. Bardzo mnie bolały.
- Zawołam doktora - powiedział Niall widząc moje wykrzywienie z bólu i wyszedł po takowego.
,,Ale ze mnie idiotka'' - pomyślałam. Zawsze twierdziłam, że cięcie się jest ostatnią rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobię kiedy będzie źle, a tu proszę - długo nie trzeba było czekać, aby do tego doszło. Byłam przez to zła sama na siebie.
- Już jestem! - z moich rozmyślań nad moim zachowaniem wyrwał mnie przejęty głos blondyna.
Doktor wyprosił z sali chłopaka w celu zbadania mnie. Ten trochę się opierał, ale ostatecznie wyszedł. Lekarz ocenił stan zdrowia moich nóg i stan psychiczny ( dalej byłam niezwykle rozdrażniona tym, że Lucy nie ma przy mnie teraz). Okazało się, że na odłamku z butelki było niezwykle dużo bakterii powodujących różne choroby, i że jakby Niall zjawił się choćby 15 minut później, to możliwe, że doszłoby nawet do amputacji. Przeraziłam się na tę myśl. Postanowiłam, że już nigdy więcej nie popełnię takiego głupstwa. A, że chciałam byż wytrwała w postanowieniach, to powiedziałam sobie również, że będę trzymać się z dala od szklanych butelek. Tak na wszelki wypadek.
Po wyjściu pracownika służby zdrowia Niall wrócił do mnie do sali z powrotem.
- I jak? - zapytał. Widać było po jego minie, że nie odpuści. W sumie normalnie jako ich fanka powinnam była się z tego cieszyć, że mój idol się mną interesuje, ale ze względu na taką a nie inną sytuację z ciocią Lucy jakoś zbytnio mnie to nie obchodziło.
- Serio AŻ TAK cię to interesuje?
Chłopak wyglądał na zdziwionego moją reakcją.
- Po prostu się o ciebie martwię, no wiesz, wtedy gdy cię znalazłem wyglądałaś nieciekawie. MARTWIŁEM SIĘ! - to ostatnie zdanie prawie wykrzyczał.
Samoistnie się uśmiechnęłam, nie wiem czemu, ale jego troska o mnie sprawiła, że poczułam się chciana. Takie miłe uczucie wtedy mnie ogarnęło, że no po prostu nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- A co z Lucy? - nagle przypomniałam sobie o zaginionej. - Jaką Lucy? - nie no, jego zdezorientowana mina wyglądała teraz tak słodko, że mało brakowało, a bym zrobiła mu zdjęcie w celu uwiecznienia jej.
- No Lucy, moja ciotka. Muszę pojechać na policję, to pilne.
- Ale nie możesz. Jeszcze przez tydzień musisz zostać na obserwacji. - blondyn mówił teraz stanowczym głosem, jak troskliwy ojciec.
- To wypiszę się na własne życzenie! Ja po prostu muszę. Ty tego nie zrozumiesz... - posmutniałam. - To mi to wytłumacz. - Kiedy ciebie to pewnie wcale nie zainteresuje a dla mnie jest piekielnie ważne. - No to o co chodzi? Może ja będę mógł pomóc? - Nie raczej nie... - odpowiedziałam i odwróciłam się w druga stronę, do okna. Łzy same zaczęły mi spływać po policzku. ,,Ale z ciebie mazgaj Jenny! Przy swoim idolu będziesz się rozklejać...'' - karciłam się w myślach. A może rzeczywiście będzie lepiej, jak się komuś wygadam? Jak mu o wszystkim opowiem? Nie wytrzymałam w końcu, a jego nalegania przyczyniły się jeszcze tylko do tego - opowiedziałam mu całą historię. Z wszystkimi szczegółami. Począwszy od powrotu z ich koncertu i nowymi znajomościami z Chris'em i Diego (jak o nich opowiadałam, to wydawać by się mogło, że Niall robi się zazdrosny ) aż do momentu, kiedy on mnie znalazł. Resztę przecież już znał. Gdy skończyłam mu to wszystko opowiadać chłopak wyglądał na zaciekawionego i (niestety) dalej upierał się przy swoim, by zostać do końca na obserwacji. - Ugh, Niall zrozum! Nie mogę! - wykrzyczałam, a on już się nie odzywał. ,, O matko, przestraszyłam swojego idola!'' - pomyślałam i w głębi duszy się cieszyłam, że dał już sobie z tym spokój. ___________________________________ No, więcej to więcej. Podoba się?

Rozdział 11

Na komisariacie siedziałam i czekałam aż mnie przyjmą jak na szpilkach. Tak bardzo się o nią martwiłam. W końcu to przecież moja ciotka i nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś jej się stało.
- Może już pani wchodzić. Komendant Owen się panią zajmie. - usłyszałam nagle i pospiesznie weszłam do środka. Zachciało mi się płakać.
- Dobry wieczór - odezwał się policjant szukając czegoś w swoich notatkach.
- Dla kogo dobry dla tego dobry - rzuciłam i z trudem powstrzymałam łzy. Bardzo kochałam swoją ciotkę, nie wiem czy bym przeżyła, gdyby i jej zabrakło wśród żywych.
Komendant słysząc mój już wilgotny ton głosu spojrzał na mnie, po czym dodał z troską:
- Niech pani siądzie i mi wszystko opowie, z najdrobniejszymi szczegółami.
Zrobiłam to co mi kazał, bardzo zależało mi na tym, by jak najszybciej zajęli się tą sprawą.
- Dobrze pani zrobiła przychodząc z tym do nas. Niech się już pani nie martwi, zapewniam, że znajdziemy pani ciotkę całą i zdrową - powiedział mężczyzna i uśmiechnął się do mnie, bym się uspokoiła.
,,Oby to nie były kolejne puste słowa, tylko prawdziwe zapewnienia'' - pomyślałam po czym opuściłam komisariat i skierowałam się ku domowi, z nadzieją, że może jednak ona tam będzie, że nic tak naprawdę się nie wydarzyło i że jak wrócę do domu, to zastanę ją radosną i uśmiechniętą krzątającą się po kuchni (gastronomia była jej hobby).
Była już 23:00. Postanowiłam, że zadzwonię jeszcze raz do cioci, niestety po raz kolejny nikt nie odebrał słuchawki. Słychać było tylko odgłos oczekiwania na połączenie.
Doszłam do domu, nie było jej tam. Pomimo późnej godziny nie miałam ochoty na spanie, wręcz przeciwnie - chciałam ją odnaleźć. Poszłam do parku myśląc, że może tam ją znajdę. I choć wiedziałam, że na pewno jej tam nie będzie i tak nie traciłam nadziei.
- Proszę, ciociu. Znajdź się - powiedziałam w końcu pełnym troski i wilgotnym głosem, a do moich oczy łzy cisnęły się same - Proszę...
Cała zmęczona nieudanym poszukiwaniem i tym całym stresem z tym związanym usiadłam na pobliską ławkę. Zaczęłam płakać jak dziecko. Mimo, że bardzo tego chciałam, nie potrafiłam inaczej.
Rozejrzałam się za siebie, w parku nie było prawie nikogo, tylko może z jakichś pięciu bezdomnych śpiących na obrzeżach parku.
Spojrzałam przed siebie. Stała tam szklana butelka, pewnie po jakimś żulu czy kimś.
Zaczęłam ją delikatnie kopać nogą. Nie wiem czemu, ale coś w środku mówiło mi ,,Rozbij ją! Potłucz i weź kawałek!''. Nieświadoma wtedy niczego zrobiłam to. Nagle poczułam ból w lewej nodze. Spojrzałam na nią i ujrzałam wbity kawałek szkła w moją skórę, z którego coraz bardziej zaczęła wypływać krew. Piekło niesamowicie mocno.
Wyciągnęłam ten kawałek i wzięłam go do ręki. Poczułam, że w sumie nie mam tu już nikogo bliskiego, a samej w tak dużym mieście jakim jest Londyn przetrwać będzie ciężko. Przecież nie powiem rodzicom, co się stało z Lucy, Alex'owi też nie, bo wygada. Poczułam się kompletnie bezradna. Nic więcej nie mogłam już przecież w tej sprawie zrobić, a jednak serce podpowiadało inaczej, że ta cała bezsilność może się skończyć a ból może minąć, wystarczy tylko ten jeden kawałek szkła...
Zmęczona ciągłym i nieustannym płaczem nie myślałam już racjonalnie, logicznie... w ogóle nie myślałam.
Zamknęłam oczy, dotknęłam ostrych krawędzi odłamka, już miałam to zrobić, już było tak blisko, do zetknięcia powierzchni szkła z moją skórą na nadgarstku brakowało już dosłownie kilku mm, gdy usłyszałam   krzyknięcie jakiegoś chłopaka (poznałam po niższym głosie):
- Hej, co ty robisz? Ty... czy ty krwawisz? - usłyszałam jego przerażony i zresztą znajomy głos, nie mogłam sobie tylko przypomnieć skąd go mogłam znać.
 Przestraszona otworzyłam oczy opuszczając przy tym kawałek szkła, który, tak jakby do tego miało dojść, wbił się w moje udo. Przerażona widokiem moich nóg całych we krwi zemdlałam...
Obudziłam się w szpitalu (...)...
_________________________________________________________________________________
No to taki mi dzisiaj wyszedł. Myślę, że się podoba :).
Tak się zastanawiam, czy dodawać rozdziały częściej, ale mniej więcej takiej długości jak ten, czy tak jak dotychczas, ale dłuższe. Rozmyślam nad tymi dwiema opcjami i właśnie nie wiem, która byłaby lepsza. Piszcie co o tym myślicie w komentarzach ;D.
P.S. 
Powodzenia jutro na testach 3 GIM!!!!! Trzymam za Was kciuki...
Pzdr ;*